Perfekcyjna do przesady

Cześć! Jak Ci mija luty? Jesteśmy tu z Wami już miesiąc i ja wciąż nie mogę uwierzyć, że piszę do Was każdego tygodnia… To jest jak sen. 🙈 Dziś chcę się z Wami podzielić moimi historiami związanymi z tematyką, którą widzicie w tytule: „perfekcyjna do przesady”. Zaczynajmy!

Historia

Jedna z lokalnych siłowni. Miejsce jak każde inne. Na siłowni nie byłam już …. 100 lat. No może nie sto, bo mam 30, ale rozumiecie o co mi chodzi. 😁 Dlaczego wam o tym mówię? Jest to związane z odczuciem, jakie powoduje u mnie pojawienie się pod drzwiami tego przybytku. Mówię do siebie w duchu: „Przecież tyle osób tam przychodzi! Dasz radę!”. Na chwilę pomaga i wchodzę.

Ponowne zwątpienie dopada mnie w szatni. Czy mam odpowiednie buty? Jak wyglądam w tym stroju? Czy nikt nie będzie się ze mnie śmiał? Czy uda mi się zrobić jakieś ćwiczenie bez problemu? A może się przewrócę?! Nie daj Boże, będzie mi widać tzw. „cameltoe”!🙈

Pewnie teraz złapaliście się za głowę, ile pytań zadałam sobie w ciągu tych kilku minut. Ja tam nie siedziałam godzinę, to trwało maksymalnie 5 minut zanim odważyłam się wyjść z szatni. Wyszłam z niej! Sukces… Niestety opłacony wielką ilością stresu.

Stres towarzyszy mi od zawsze. Chwila, która tylko z pozoru wydaje się być czymś prostym, dla mnie to minuty, a czasem godziny rozmyślań. To mój taki wewnętrzny demon. Nigdy nie robię nic spontanicznie, nawet jeśli Wam się tak wydaje. Chcę wszystko robić na sto procent i tak, aby nikt nie mógł się ze mnie śmiać, albo wytknąć mi czegoś. Marzę, aby spełnić oczekiwania każdego, kto tylko na mnie spojrzy. Perfekcyjna do przesady. Dlaczego?

Dlaczego?

Może to kwestia, którą wyniosłam z domu, z dzieciństwa? Zawsze najlepsza uczennica i córka. Wewnętrzny głos mówiący: „musisz być najlepszą!”. Chciałabym poznać przyczynę dla której taka jestem. Może to rekompensata za to, że kiedy dorastaliśmy nie było ojca i miałam takie poczucie, że jak będę najlepsza to on wróci? A może to dlatego, żeby mamie ułatwić życie, żeby nie musiała się o mnie martwić? 

Marysia o tym pisała. O presji. Tyle, że ta presja w moim wypadku nie była zewnętrzna. W końcu nikt nie przychodził do mnie i nie mówił mi, że muszę zrobić to i to. To wszystko ja. Chciałam po prostu, aby ludzie mnie lubili, kochali i szanowali. Kto nie lubi najlepszych? 🤔

Okazuje się, że w pewnym momencie mojego życia, ja sama siebie nie lubiłam. Wciąż czasami mam się dość. Nie zrozumcie mnie źle, bo ja akceptuję siebie i do tego też Was zachęcam! Mam jednak takie momenty, że chciałabym być totalnie obojętna na to co się dzieje w okół mnie.

Nie śpię nocami bo myślę o kolejnym dniu. Wymyślam kolejne kroki, przewiduje sytuację bo nie umiem odpuścić. Muszę mieć kontrolę. W momencie, gdy ta kontrola jest mi odbierana jest jeszcze gorzej. 🙈 Stres pociąga za sobą też konsekwencje zdrowotne: niedospanie, szczękościsk, nieprzyjaciele na twarzy.

Gdy zaczęłam pracować z ludźmi ten stres zjadał mnie totalnie. Trzęsące ręce, niepewny głos. Od razu wymyślałam opinie na swój temat. Wystawienie się na opinię obcych osób to wciąż dla mnie duży stres.

Kto z Was teraz pyta: „jak żyć?”

Carpe Diem

Można żyć chwilą? Można! A jak żyć, będąc tak jak ja osobą wysoce wrażliwą? (To termin z psychologii, ale pasuje mi tu do mnie jak ulał 😊). 

Każdy dzień przynosi mi kolejne niespodzianki. Staram się być na nie coraz bardziej odporna i rozmyślać o negatywnych konsekwencjach życia, w ciągłym stresie. Uczę się panować nad nadmiernym analizowaniem i czasem odkładam to myślenie na później. Trochę pomaga! 😎

Wiecie jednak co? Lubię być taka wrażliwa, dlatego że uwrażliwia mnie to na innych ludzi. Zależy mi na relacjach, nawet na obcych osobach. Mam takie wrażenie, że gdyby więcej osób przejawiało taką wrażliwość na innych, to nasz świat byłby zupełnie innym miejscem. Może lepszym. ❤️

Kiedyś słuchajcie na tym blogu pojawi się historia, gdy zdecyduje się na „carpe diem”. Na razie pytam się siebie tylko „quo vadis?” 😂.  Jakoś tak śmieszniej brzmi to w mojej głowie, niż tu dla Was na piśmie.

Jeśli Wy macie podobnie, to dawajcie znać. Może założymy jakąś grupę wsparcia? 🙈

Paulina

4.9 9 Głosy
Oceny
guest
6 komentarzy
Najstarsze
Najnowsze Najwięcej głosów
Odpowiedzi
Zobacz wszystkie komentarze
Mary
Mary
9 miesięcy temu

Grupa wsparcia jest koniecznością! I doskonale wiem o czym mówisz. Często wymuszam na sobie pewne rzeczy, zmiany. Ciężko jest. 😀

Łukasz Szymański
Łukasz Szymański
9 miesięcy temu

Moja trenerka, która latami walczy na marotnach, oraz …..ze swoim zdrowiem inaczej by do tego podeszła. Skup się na jednostce trenigowej, na tym co masz wykonać, na zadaniu i olej strój, szatnię, czy lans na fejsbuniu. Próżne jest wielce podejście, by inni Cie lepiej widzieli. Zbuduj w sobie siłę do zapieprzania na siłce w klapkach i wyciągniętym starym tiszercie. Z osób które poznałem z otoczenia sportu, żadna nie lansowała się. Stress mieli, czy podołają treningowi a nie butom!!!! Masz w sobie pokłady pasji i energii, nie marnuj jej dla lansu, przekuj to w self esteam. A potem Rocket Fiułel i robimy łapy:)

Łukasz Szymański
Łukasz Szymański
9 miesięcy temu
Odpowiedz  Paulina

Za kazdym razem, pokazując dobrze zrobiony trening na Twoim poziomi zasłużyła na szacunek ludzi, którzy przychodzą tam we właściwym i celu-gwarantuje Ci to. Poza tym po prostu rób swoje dzień po dniu tak damo, nie gorzej, bądź lepiej. Profesjonalizm jak udowodniono to tysiące powtórzeń – tak kolo 10 lat. W każdym zawodzie i zajęciu nie fixuj się na byciu perfect, tylko zrób to co jest do zrobie ja w tym dniu. Czas zrobi swoje….

Ostatnio edytowany 9 miesięcy temu przez Łukasz Szymański
Murky
Murky
9 miesięcy temu

Dziś wmawia nam się, że bycie perfekcyjnym jest złym pomysłem. Ale czy na pewno? Może ten perfekcjonizm prowadzi do czegoś konstruktywnego. Oczywiście z umiarem. Jak we wszystkim.

6
0
Chcemy wiedzieć co o tym sądzisz, zostaw komentarz.x